Proszę, tak jak obiecałam, wstawiam kolejny rozdział! :D
Mam nadzieję, że ten też się Wam spodoba i nie zepsuje Wam humoru tak bardzo jak mi (długo opisywać, chociaż jest co). Już zaczynam pracę nad kolejnym rozdziałem, ale z powodu szkoły i innych obowiązków mam mało czasu, więc myślę, że dodawanie postów w weekendy będzie chyba stałym nawykiem, jaki mogę Wam zagwarantować (chociaż wcale nie zaprzeczam, że mogą pojawiać się wcześniej).
Dziękuję za uwagę i zapraszam do czytania (oraz w miarę możliwości do komentowania, dobrze?) :)
~'''~
,,Drogi Pamiętniku.
Wybacz, że wczoraj zapomniałam dokończyć pisać o moich spostrzeżeniach, ale zaraz po lekcji biologii szybko udałam się do domu, ponieważ obiecałam mamie, że jej pomogę. Razem pojechałyśmy na zakupy, abym wsparła ją przy wyborze nowej sukienki, którą założy na swoje przyszłe urodziny organizowane wspólnie ze znajomymi. Zakupy się udały, a moja mama zyskała nową, granatową sukienkę do łydek. Osobiście bardziej podobała mi się w tej czerwonej do kolan, ale ja też nie lubię, gdy widać zbyt wiele mojego ciała, dlatego nawet się wtedy nie odezwałam. Myślę, że sprawiłabym jej także przykrość mówiąc to, co myślę, ponieważ i tak wybrałaby tę a nie inną sukienkę, a wiedziałaby w dodatku, że jej córce nie podoba się tak bardzo jak podejrzewała. Cieszę się, że potrafię siedzieć cicho, kiedy trzeba, bo mojej mamie należy się odrobinę uciechy. Po tym jak zaczął się okres buntu u Charlotte (dobrze, że ja sama nie wyobrażałam sobie robić takie rzeczy jak ona w tym wieku), to ma coraz więcej na głowie, a dom nadal trzeba utrzymać. Widzę jak wraca do domu i na jej twarzy gości zmartwienie, dlatego tak ciężko jest mi słuchać, kiedy mówi o moich studiach i dalszym kształceniu.
Nadal zastanawiam się nad tym, czy na pewno chcę wyjechać z La Push. Nie tyle chcieć, co musieć, aby osiągnąć w życiu coś więcej niż moja mama by ode mnie wymagała, ale jednocześnie wiem jak bardzo pomogłabym mamie zostając tu, w rezerwacie, wspierając ją finansowo. Poza tym nie mogę zostawić jej samej z Charlotte, bo inaczej umarłabym ze strachu o nią tak samo jak ona o mnie (chociaż udaje, ze wcale by tak nie było). Na razie postanowiłam posłuchać rady Caitlyn (o zgrozo!) i poczekać z podjęciem decyzji. Mam jeszcze niecały rok, aby złożyć gdziekolwiek papiery podaniowe oraz zawsze mogę złożyć za dwa-trzy lata, ale wiem dobrze, że to byłoby jedynie błędne koło i z czasem po prostu przestałabym myśleć o dalszej nauce.
Dobra! Znowu rozpisałam się na ten temat, a czas mnie nagli. Koniec końców Caitlyn namówiła mnie na tę imprezę dziś wieczorem. Nie wiem jak ona to robi, ale chyba za bardzo jestem wobec niej uległa, poza tym jako jedyna z nas mam jakieś objawy odpowiedzialności i za bardzo boję się, co mogłaby wymyśleć Caitlyn, gdyby obok niej nie było mnie, dobrego duszka. Tak czy inaczej jadę zaraz do niej, abyśmy razem wybrały jakiś strój dla nas obu. Uparła się, że moje ciuchy nie nadają się na tego typu okazje, a ja dobrze wiem, że jeśli jej nie posłucham, to przez cały wieczór będzie chodzić obrażona i zostawi mnie samą, a to mój słaby punkt, jeśli jesteśmy gdzieś poza domem. Głupio tak chodzić między ludźmi jak jakaś ofiara losu.
Jeśli mi się uda to napiszę jeszcze dzisiaj (do rana nie zamierzam zostawać, o nie!). Życz mi powodzenia :)
PS Zapomniałabym! Wracając do tematu Charlotte- Kiedy razem z mamą wróciłam do domu, jej jeszcze w nim nie było. Wróciła bardzo późno przez co znowu pokłóciła się z mamą, ale ja nie zamierzałam wychodzić i jej witać. Zastanawiałam się tylko gdzie była i z kim, a przez to mam na myśli czy była z Jaredem, bo po tym, jak się na niego rzucała tak po naszej lekcji mogę spodziewać się wszystkiego, a wizja jej i mojego ukochanego razem o tej porze nie kojarzy mi się pozytywnie. ''
Westchnęłam i zamknęłam pamiętnik, po czym nie zapomniałam, aby wsunąć go po materac łóżka. Jeszcze tego brakowało, aby słowa Caitlyn zrealizowały się w rzeczywistości i moja siostra przeczytała to wszystko. Wstałam i rozciągnęłam ramiona, gdyż plecy zaczęły boleć mnie od siedzenia w jednej pozycji. Spojrzałam jeszcze na zegarek, aby upewnić się, że mam jeszcze dużo czasu do umówionego spotkania u Caitlyn, po czym wzięłam kurtkę, kluczyki i wyszłam z domu. Mama pożyczyła mi swój samochód, ponieważ miała wolne w pracy, a i tak nie zamierzała nigdzie jechać, więc bez problemu i wyrzutów sumienia jechałam teraz po bocznych drogach, żeby zaraz znaleźć się na drodze głównej prowadzącej do Forks, gdzie mieszka moja przyjaciółka. Kiedy wjechałam już do miasteczka pomyślałam, żeby może kupić jakieś przekąski. Wiem dobrze, że usłyszę od Cait ,,przecież wiesz, że jestem na diecie!'', po czym ona zje więcej przekąsek ode mnie i poprawi się jej humor. Zjechałam na pobocze i weszłam do sklepu.
Mały budynek był podzielony na dwie części- parter przejął funkcję sklepiku, a na piętrze musieli mieszkać właściciele. Sklep był nieduży i wyłącznie z artykułami spożywczymi, więc nie było dużej kolejki. Zaledwie paru ludzi z sąsiedztwa czekało, aż kasjerka ich obsłuży, a trzymali w dłoniach głównie parę składników na obiad, więc uznałam, że poczekam chwilę. W tym czasie sięgnęłam po dwie paczki chipsów, które kusiły wzrok oraz czekoladowe ciasteczka, gdyby nagle moja przyjaciółka zaczęła prowadzić wywód na temat odkładającego się tłuszczu. Kiedy kolejka już się zmniejszyła, stanęłam za starszym mężczyzną i z nudów rozejrzałam po pomieszczeniu. Jedyne, po co nie można było samemu sięgnąć ręką to alkohol i papierosy za ladą. Zaraz przypomniało mi się, że mam już wymówkę dla Caitlyn, dlaczego nie będę mogła pić dzisiaj na plaży. Przecież prowadzę.
W końcu nadeszła moja pora. Położyłam produkty na ladzie i kobieta w mniej więcej wieku mojej mamy zaczęła sięgać po nie i zliczać cenę. Była powolna, więc jeszcze raz omiotłam wzrokiem to wszystko, co stało przede mną i w oczy rzuciły mi się gazety, zwłaszcza ta jedna z nagłówkiem mówiącym ,,Kolejne morderstwo. Kogo powinny bać się młode kobiety?''. Zmrużyłam oczy i zrobiłam dodatkowy krok w kierunku stojaka. Pierwsze słowa mówiły: ,,Doszło do kolejnego napadu na młodą dziewczynę. Tym razem ofiarą była licealistka z Seattle, Annie W. Dziewczyna została zaatakowana podczas powrotu do domu ze szkoły. Już wcześniej zdarzały się podobne zabójstwa, jednak policja twierdzi, że to sprawka jednego psychopaty, który w przeciągu ostatnich 3 miesięcy spowodował śmierć 4 różnych, niepowiązanych ze sobą kobiet. Sprawca za każdym razem działa w ten sam sposób: porywa ofiary i upuszcza z nich krew. Jak na razie ataki nie wyszły poza granice północno-wschodniego Waszyngtonu, jednakże...''
-Coś jeszcze?- usłyszałam głos za sobą i obróciłam się. Kasjerka patrzyła na mnie pytająco, a ja spostrzegłam, że jesteśmy same w tym sklepie. Zmieszałam się troszeczkę i cofnęłam się do poprzedniego położenia, jednocześnie automatycznie biorąc ze sobą gazetę.
-Jeszcze to poproszę- odchrząknęłam. Kobieta kiwnęła głową i chwyciła za papier.
-To straszne...
-Słucham?- znów odpłynęłam gdzieś myślami, ale teraz chyba zrobiłam się nawet lekko czerwona na twarzy.
-Mam na myśli te dziewczęta. Oby szybko schwytali tego psychola...- mruknęła- należy się 3,99.
-Już, chwila- sięgnęłam po portfel w mojej kieszeni i podałam kobiecie pieniądze.
-Ty też lepiej uważaj- wskazała na mnie palcem i zabrała banknot- wszystkie te biedaczki były w Twoim wieku.
-Tak? Emm... Dziękuję- szybko spakowałam swoje zakupy i ruszyłam w stronę wyjścia zaraz po odebraniu reszty. Nie wiem czemu, ten sklep zaczął mnie przytłaczać, a atmosfera zrobiła się jakaś taka... nieprzyjemna? Zimna?
-Ta młodzież... Tylko by imprezować chciała i tyle z tego dobrego jak o swoje bezpieczeństwo nie zadba...
Nie słyszałam już co dalej mówiła ta sklepikarka, ale zrobiło mi się o wiele lżej kiedy poczułam na twarzy zimne powietrze. Nagle zrobiło mi się wstyd, że dzisiaj należę do tego typu młodzieży, o której ona mówiła. Zdaje mi się także, że ta impreza nie będzie w 100% legalna. Reszta podróży minęła mi szybko i nim się obejrzałam parkowałam już naprzeciwko domku mojej przyjaciółki. Był on większy i o wiele bardziej wytworny niż mój, ale nigdy nie zazdrościłam Caitlyn tego bogatego wnętrza, gdyż to dzięki mojej mamie jestem taka, jaka jestem, mimo że jest we mnie wiele do zmiany. Zapukałam, chociaż koleżanka i jej mama zawsze kazały wchodzić mi bez pytania, ale mimo tego że czułam się u nich jak u siebie w domu (co zresztą sami kazali mi czuć), moje wychowanie nie pozwalało mi na taką beztroskę, nawet w ich obliczu. Otworzyła mi Cait.
-No jesteś w końcu!- udała złą.
-W końcu?- spojrzałam na rękę, gdzie powinien być zegarek, chociaż i tak go nie wzięłam- jestem przed czasem!
-Trzeba było się domyślić, o której masz tu być.
-Trzeba było wysłać zaproszenie- zaśmiałyśmy się i w końcu zostałam wpuszczona do środka.
Caitlyn wzięła ode mnie kurtkę, ale sama rzuciła ją gdzieś na bok nie dbając zbytnio o to, gdzie trafi, byleby nie na podłogę. Zaciągnęła mnie do swojego pokoju i dłonią wskazała na łóżko, abym na nim usiadła. Zrobiłam to bez większego sprzeciwu i zaczęłam wyjmować łakocie z torebki. Gazetę zostawiłam w szufladzie auta, aby tylko ona jej nie zobaczyła. Caitlyn zawsze była zła na moją ostrożność. Chociaż tego wieczoru nie chciałam jej zepsuć.
-Jejku!- fuknęła i położyła dłoń na biodrze- przecież wiesz, że jestem na diecie!
-To nie dla Ciebie- uniosłam wysoko podbródek, ale zaczęłam się śmiać. Mówiłam już, że znam ją najlepiej?- sama to zjem.
-O nie! Co to to nie! Tyle w tym kalorii, dla jednego człowieka to za dużo!- westchnęła i udała zrezygnowaną, po czym sięgnęła po ciastka- poświęcę się dla Ciebie, możesz być mi wdzięczna.
Taka właśnie jest moja Cait. Zawsze obróci wszystko na swoją korzyść. Ale kocham w niej to. Zaraz po krótkich przekomarzaniach zabrałyśmy się za przymierzanie, a mówiąc MY, mam na myśli, że ona przymierza, a ja komentuje, oczywiście wszystko pozytywnie. Kiedy stanęło na tym, że ona założy bordową spódniczkę z czarną koszulą, wzięłyśmy się za strój dla mnie. Bez większych ceregieli wybrałam swój stały zestaw, czyli krótkie, niebieskie spodenki i jakąś ładniejszą tunikę, gdyż nie chciałam, aby krótkie sukienki odsłaniały mi cokolwiek jeśli zawieje wiatr. Po ciągłych namowach przyjaciółka w końcu zaakceptowała mój wybór i sama zabrała się za malowanie. Ja oczywiście tylko przyglądałam się jej katem oka, gdyż sama nie znoszę czegokolwiek dodatkowego na mojej twarzy. Podeszłam do półki wypełnionej książkami, a Caitlyn postanowiła oznajmić mi coś poważnym tonem.
-Wychodzę za mąż.
-Em... HM?!- odwróciłam się w jej kierunku nie będąc pewną, czy to jej kolejny głupi żart.
-Nie w tej chwili, głupia!- oburzyła się moją reakcją- Dopiero dziś go poznałam, ale możesz szykować nową kreację, bo to mój przyszły mąż.
-A, no to... Gratulację- puściłam jej oczko i odetchnęłam z ulgą. Chodzi o jej kolejnego chłopaka.
Szybko straciłam zainteresowanie dalszą rozmową na ten temat. Owszem, dziewczyny (nawet ja) uwielbiają rozmawiać na temat chłopaków i przeżyć z nimi związanymi, a nawet wyobrażać sobie przyszłość z kimś, kogo tylko widziały, a z kim nie zamieniły żadnego słowa, ale po n-milionowej rozmowie na temat stałego idealnego typu Cait wśród chłopaków naprawdę odechciewa mi się myślenia na jakikolwiek temat związany z chłopakami tak bardzo, że nawet o Jaredzie przestaję na chwilę myśleć. Powróciłam do poprzedniej pozycji i sięgnęłam po jedną z książek. Jej okładka była twarda, a strony pożółkłe, co oznaczało, że jest stara i zapewne o wojnie, co stało się kiedyś obsesją mojej przyjaciółki.
Każdy kto spojrzy na Caitlyn pomyśli, że ta ruda ,,lisica'' wie co to zabawa, jakie są ostatnie trendy sezonu oraz jak owinąć sobie każdego wokół palca. Ta dziewczyna doskonale zdaje sobie sprawę z tego, co o niej myślą, a nie stara się pokazać innym jaką wiedzę posiada, tylko sprytnie utrzymuje ich w tym przekonaniu, a gdy zaatakuje, to wtedy zaboli ich dwa razy bardziej. Nikt oprócz mnie nie wie, że lubuje się w literaturze XX-wieku i potrafi wymienić każdego autora pojedynczego tekstu kultury, która tak bardzo robi na niej wrażenie. Jest o wiele bardziej inteligentna niż ona sama o tym myśli, dlatego czasem boję się o ludzi tego nie świadomych. Jej błękitne oczy przejrzą każdego na wskroś i odczytają jego zamiary, a usta zwabią w ciemny kąt, gdzie ludzie tracą świadomość i podają jej wszystko jak na tacy. Ci, którzy nie mogą jej mieć, tracą zmysły, a Ci co ją stracili, popadają w obsesję. A ona potrafi to wykorzystać. Taka właśnie jest moja przyjaciółka.
-Tym razem mówię poważnie. To ten jedyny.
-Doprawdy? Jeden jedyny?
-Oj przymknij się!- rzuciła we mnie jednym z cieni, a ja wybuchłam śmiechem- To ideał. Męski, silny, czuję się przy nim bezpiecznie i w dodatku nie jest głupi. Mogłabym z nim rozmawiać o wszystkim.
-Nawet o Hitlerze?
-A żebyś wiedziała!- także i ona zaczęła się śmiać.
-Czyli dlatego tak bardzo chciałaś, żebym się pojawiła? Poznam przyszłego męża?
-Niestety, chyba tylko swojego- zwinęła usta w dziubek- Zaprosiłam go, ale on odmówił mówiąc, że niezbyt ma ochotę zapuszczać się na plaże rezerwatu.
-A co mu nie pasuje w La Push?- zmrużyłam oczy.
-Oj, nagle się czepiasz. On dopiero tu przyjechał i nawet nie wie co jest po drugiej stronie ulicy, a z kolei La Push to same...lasy.
-Jeśli z niego taki książę, to by mógł polecieć nawet w kosmos by doglądać swej księżniczki, nie uważasz?
-Zabawne.
Temat szybko się urwał i obydwie byłyśmy już gotowe. Mimo że to zwykła impreza na plaży, o ile ja wyglądałam ładnie, o tyle moja przyjaciółka przyciągała zmysłowością. Jęknęłam w duchu. Jednak zanosi się na samotną noc.
Mam nadzieję, że ten też się Wam spodoba i nie zepsuje Wam humoru tak bardzo jak mi (długo opisywać, chociaż jest co). Już zaczynam pracę nad kolejnym rozdziałem, ale z powodu szkoły i innych obowiązków mam mało czasu, więc myślę, że dodawanie postów w weekendy będzie chyba stałym nawykiem, jaki mogę Wam zagwarantować (chociaż wcale nie zaprzeczam, że mogą pojawiać się wcześniej).
Dziękuję za uwagę i zapraszam do czytania (oraz w miarę możliwości do komentowania, dobrze?) :)
~'''~
,,Drogi Pamiętniku.
Wybacz, że wczoraj zapomniałam dokończyć pisać o moich spostrzeżeniach, ale zaraz po lekcji biologii szybko udałam się do domu, ponieważ obiecałam mamie, że jej pomogę. Razem pojechałyśmy na zakupy, abym wsparła ją przy wyborze nowej sukienki, którą założy na swoje przyszłe urodziny organizowane wspólnie ze znajomymi. Zakupy się udały, a moja mama zyskała nową, granatową sukienkę do łydek. Osobiście bardziej podobała mi się w tej czerwonej do kolan, ale ja też nie lubię, gdy widać zbyt wiele mojego ciała, dlatego nawet się wtedy nie odezwałam. Myślę, że sprawiłabym jej także przykrość mówiąc to, co myślę, ponieważ i tak wybrałaby tę a nie inną sukienkę, a wiedziałaby w dodatku, że jej córce nie podoba się tak bardzo jak podejrzewała. Cieszę się, że potrafię siedzieć cicho, kiedy trzeba, bo mojej mamie należy się odrobinę uciechy. Po tym jak zaczął się okres buntu u Charlotte (dobrze, że ja sama nie wyobrażałam sobie robić takie rzeczy jak ona w tym wieku), to ma coraz więcej na głowie, a dom nadal trzeba utrzymać. Widzę jak wraca do domu i na jej twarzy gości zmartwienie, dlatego tak ciężko jest mi słuchać, kiedy mówi o moich studiach i dalszym kształceniu.
Nadal zastanawiam się nad tym, czy na pewno chcę wyjechać z La Push. Nie tyle chcieć, co musieć, aby osiągnąć w życiu coś więcej niż moja mama by ode mnie wymagała, ale jednocześnie wiem jak bardzo pomogłabym mamie zostając tu, w rezerwacie, wspierając ją finansowo. Poza tym nie mogę zostawić jej samej z Charlotte, bo inaczej umarłabym ze strachu o nią tak samo jak ona o mnie (chociaż udaje, ze wcale by tak nie było). Na razie postanowiłam posłuchać rady Caitlyn (o zgrozo!) i poczekać z podjęciem decyzji. Mam jeszcze niecały rok, aby złożyć gdziekolwiek papiery podaniowe oraz zawsze mogę złożyć za dwa-trzy lata, ale wiem dobrze, że to byłoby jedynie błędne koło i z czasem po prostu przestałabym myśleć o dalszej nauce.
Dobra! Znowu rozpisałam się na ten temat, a czas mnie nagli. Koniec końców Caitlyn namówiła mnie na tę imprezę dziś wieczorem. Nie wiem jak ona to robi, ale chyba za bardzo jestem wobec niej uległa, poza tym jako jedyna z nas mam jakieś objawy odpowiedzialności i za bardzo boję się, co mogłaby wymyśleć Caitlyn, gdyby obok niej nie było mnie, dobrego duszka. Tak czy inaczej jadę zaraz do niej, abyśmy razem wybrały jakiś strój dla nas obu. Uparła się, że moje ciuchy nie nadają się na tego typu okazje, a ja dobrze wiem, że jeśli jej nie posłucham, to przez cały wieczór będzie chodzić obrażona i zostawi mnie samą, a to mój słaby punkt, jeśli jesteśmy gdzieś poza domem. Głupio tak chodzić między ludźmi jak jakaś ofiara losu.
Jeśli mi się uda to napiszę jeszcze dzisiaj (do rana nie zamierzam zostawać, o nie!). Życz mi powodzenia :)
PS Zapomniałabym! Wracając do tematu Charlotte- Kiedy razem z mamą wróciłam do domu, jej jeszcze w nim nie było. Wróciła bardzo późno przez co znowu pokłóciła się z mamą, ale ja nie zamierzałam wychodzić i jej witać. Zastanawiałam się tylko gdzie była i z kim, a przez to mam na myśli czy była z Jaredem, bo po tym, jak się na niego rzucała tak po naszej lekcji mogę spodziewać się wszystkiego, a wizja jej i mojego ukochanego razem o tej porze nie kojarzy mi się pozytywnie. ''
Westchnęłam i zamknęłam pamiętnik, po czym nie zapomniałam, aby wsunąć go po materac łóżka. Jeszcze tego brakowało, aby słowa Caitlyn zrealizowały się w rzeczywistości i moja siostra przeczytała to wszystko. Wstałam i rozciągnęłam ramiona, gdyż plecy zaczęły boleć mnie od siedzenia w jednej pozycji. Spojrzałam jeszcze na zegarek, aby upewnić się, że mam jeszcze dużo czasu do umówionego spotkania u Caitlyn, po czym wzięłam kurtkę, kluczyki i wyszłam z domu. Mama pożyczyła mi swój samochód, ponieważ miała wolne w pracy, a i tak nie zamierzała nigdzie jechać, więc bez problemu i wyrzutów sumienia jechałam teraz po bocznych drogach, żeby zaraz znaleźć się na drodze głównej prowadzącej do Forks, gdzie mieszka moja przyjaciółka. Kiedy wjechałam już do miasteczka pomyślałam, żeby może kupić jakieś przekąski. Wiem dobrze, że usłyszę od Cait ,,przecież wiesz, że jestem na diecie!'', po czym ona zje więcej przekąsek ode mnie i poprawi się jej humor. Zjechałam na pobocze i weszłam do sklepu.
Mały budynek był podzielony na dwie części- parter przejął funkcję sklepiku, a na piętrze musieli mieszkać właściciele. Sklep był nieduży i wyłącznie z artykułami spożywczymi, więc nie było dużej kolejki. Zaledwie paru ludzi z sąsiedztwa czekało, aż kasjerka ich obsłuży, a trzymali w dłoniach głównie parę składników na obiad, więc uznałam, że poczekam chwilę. W tym czasie sięgnęłam po dwie paczki chipsów, które kusiły wzrok oraz czekoladowe ciasteczka, gdyby nagle moja przyjaciółka zaczęła prowadzić wywód na temat odkładającego się tłuszczu. Kiedy kolejka już się zmniejszyła, stanęłam za starszym mężczyzną i z nudów rozejrzałam po pomieszczeniu. Jedyne, po co nie można było samemu sięgnąć ręką to alkohol i papierosy za ladą. Zaraz przypomniało mi się, że mam już wymówkę dla Caitlyn, dlaczego nie będę mogła pić dzisiaj na plaży. Przecież prowadzę.
W końcu nadeszła moja pora. Położyłam produkty na ladzie i kobieta w mniej więcej wieku mojej mamy zaczęła sięgać po nie i zliczać cenę. Była powolna, więc jeszcze raz omiotłam wzrokiem to wszystko, co stało przede mną i w oczy rzuciły mi się gazety, zwłaszcza ta jedna z nagłówkiem mówiącym ,,Kolejne morderstwo. Kogo powinny bać się młode kobiety?''. Zmrużyłam oczy i zrobiłam dodatkowy krok w kierunku stojaka. Pierwsze słowa mówiły: ,,Doszło do kolejnego napadu na młodą dziewczynę. Tym razem ofiarą była licealistka z Seattle, Annie W. Dziewczyna została zaatakowana podczas powrotu do domu ze szkoły. Już wcześniej zdarzały się podobne zabójstwa, jednak policja twierdzi, że to sprawka jednego psychopaty, który w przeciągu ostatnich 3 miesięcy spowodował śmierć 4 różnych, niepowiązanych ze sobą kobiet. Sprawca za każdym razem działa w ten sam sposób: porywa ofiary i upuszcza z nich krew. Jak na razie ataki nie wyszły poza granice północno-wschodniego Waszyngtonu, jednakże...''
-Coś jeszcze?- usłyszałam głos za sobą i obróciłam się. Kasjerka patrzyła na mnie pytająco, a ja spostrzegłam, że jesteśmy same w tym sklepie. Zmieszałam się troszeczkę i cofnęłam się do poprzedniego położenia, jednocześnie automatycznie biorąc ze sobą gazetę.
-Jeszcze to poproszę- odchrząknęłam. Kobieta kiwnęła głową i chwyciła za papier.
-To straszne...
-Słucham?- znów odpłynęłam gdzieś myślami, ale teraz chyba zrobiłam się nawet lekko czerwona na twarzy.
-Mam na myśli te dziewczęta. Oby szybko schwytali tego psychola...- mruknęła- należy się 3,99.
-Już, chwila- sięgnęłam po portfel w mojej kieszeni i podałam kobiecie pieniądze.
-Ty też lepiej uważaj- wskazała na mnie palcem i zabrała banknot- wszystkie te biedaczki były w Twoim wieku.
-Tak? Emm... Dziękuję- szybko spakowałam swoje zakupy i ruszyłam w stronę wyjścia zaraz po odebraniu reszty. Nie wiem czemu, ten sklep zaczął mnie przytłaczać, a atmosfera zrobiła się jakaś taka... nieprzyjemna? Zimna?
-Ta młodzież... Tylko by imprezować chciała i tyle z tego dobrego jak o swoje bezpieczeństwo nie zadba...
Nie słyszałam już co dalej mówiła ta sklepikarka, ale zrobiło mi się o wiele lżej kiedy poczułam na twarzy zimne powietrze. Nagle zrobiło mi się wstyd, że dzisiaj należę do tego typu młodzieży, o której ona mówiła. Zdaje mi się także, że ta impreza nie będzie w 100% legalna. Reszta podróży minęła mi szybko i nim się obejrzałam parkowałam już naprzeciwko domku mojej przyjaciółki. Był on większy i o wiele bardziej wytworny niż mój, ale nigdy nie zazdrościłam Caitlyn tego bogatego wnętrza, gdyż to dzięki mojej mamie jestem taka, jaka jestem, mimo że jest we mnie wiele do zmiany. Zapukałam, chociaż koleżanka i jej mama zawsze kazały wchodzić mi bez pytania, ale mimo tego że czułam się u nich jak u siebie w domu (co zresztą sami kazali mi czuć), moje wychowanie nie pozwalało mi na taką beztroskę, nawet w ich obliczu. Otworzyła mi Cait.
-No jesteś w końcu!- udała złą.
-W końcu?- spojrzałam na rękę, gdzie powinien być zegarek, chociaż i tak go nie wzięłam- jestem przed czasem!
-Trzeba było się domyślić, o której masz tu być.
-Trzeba było wysłać zaproszenie- zaśmiałyśmy się i w końcu zostałam wpuszczona do środka.
Caitlyn wzięła ode mnie kurtkę, ale sama rzuciła ją gdzieś na bok nie dbając zbytnio o to, gdzie trafi, byleby nie na podłogę. Zaciągnęła mnie do swojego pokoju i dłonią wskazała na łóżko, abym na nim usiadła. Zrobiłam to bez większego sprzeciwu i zaczęłam wyjmować łakocie z torebki. Gazetę zostawiłam w szufladzie auta, aby tylko ona jej nie zobaczyła. Caitlyn zawsze była zła na moją ostrożność. Chociaż tego wieczoru nie chciałam jej zepsuć.
-Jejku!- fuknęła i położyła dłoń na biodrze- przecież wiesz, że jestem na diecie!
-To nie dla Ciebie- uniosłam wysoko podbródek, ale zaczęłam się śmiać. Mówiłam już, że znam ją najlepiej?- sama to zjem.
-O nie! Co to to nie! Tyle w tym kalorii, dla jednego człowieka to za dużo!- westchnęła i udała zrezygnowaną, po czym sięgnęła po ciastka- poświęcę się dla Ciebie, możesz być mi wdzięczna.
Taka właśnie jest moja Cait. Zawsze obróci wszystko na swoją korzyść. Ale kocham w niej to. Zaraz po krótkich przekomarzaniach zabrałyśmy się za przymierzanie, a mówiąc MY, mam na myśli, że ona przymierza, a ja komentuje, oczywiście wszystko pozytywnie. Kiedy stanęło na tym, że ona założy bordową spódniczkę z czarną koszulą, wzięłyśmy się za strój dla mnie. Bez większych ceregieli wybrałam swój stały zestaw, czyli krótkie, niebieskie spodenki i jakąś ładniejszą tunikę, gdyż nie chciałam, aby krótkie sukienki odsłaniały mi cokolwiek jeśli zawieje wiatr. Po ciągłych namowach przyjaciółka w końcu zaakceptowała mój wybór i sama zabrała się za malowanie. Ja oczywiście tylko przyglądałam się jej katem oka, gdyż sama nie znoszę czegokolwiek dodatkowego na mojej twarzy. Podeszłam do półki wypełnionej książkami, a Caitlyn postanowiła oznajmić mi coś poważnym tonem.
-Wychodzę za mąż.
-Em... HM?!- odwróciłam się w jej kierunku nie będąc pewną, czy to jej kolejny głupi żart.
-Nie w tej chwili, głupia!- oburzyła się moją reakcją- Dopiero dziś go poznałam, ale możesz szykować nową kreację, bo to mój przyszły mąż.
-A, no to... Gratulację- puściłam jej oczko i odetchnęłam z ulgą. Chodzi o jej kolejnego chłopaka.
Szybko straciłam zainteresowanie dalszą rozmową na ten temat. Owszem, dziewczyny (nawet ja) uwielbiają rozmawiać na temat chłopaków i przeżyć z nimi związanymi, a nawet wyobrażać sobie przyszłość z kimś, kogo tylko widziały, a z kim nie zamieniły żadnego słowa, ale po n-milionowej rozmowie na temat stałego idealnego typu Cait wśród chłopaków naprawdę odechciewa mi się myślenia na jakikolwiek temat związany z chłopakami tak bardzo, że nawet o Jaredzie przestaję na chwilę myśleć. Powróciłam do poprzedniej pozycji i sięgnęłam po jedną z książek. Jej okładka była twarda, a strony pożółkłe, co oznaczało, że jest stara i zapewne o wojnie, co stało się kiedyś obsesją mojej przyjaciółki.
Każdy kto spojrzy na Caitlyn pomyśli, że ta ruda ,,lisica'' wie co to zabawa, jakie są ostatnie trendy sezonu oraz jak owinąć sobie każdego wokół palca. Ta dziewczyna doskonale zdaje sobie sprawę z tego, co o niej myślą, a nie stara się pokazać innym jaką wiedzę posiada, tylko sprytnie utrzymuje ich w tym przekonaniu, a gdy zaatakuje, to wtedy zaboli ich dwa razy bardziej. Nikt oprócz mnie nie wie, że lubuje się w literaturze XX-wieku i potrafi wymienić każdego autora pojedynczego tekstu kultury, która tak bardzo robi na niej wrażenie. Jest o wiele bardziej inteligentna niż ona sama o tym myśli, dlatego czasem boję się o ludzi tego nie świadomych. Jej błękitne oczy przejrzą każdego na wskroś i odczytają jego zamiary, a usta zwabią w ciemny kąt, gdzie ludzie tracą świadomość i podają jej wszystko jak na tacy. Ci, którzy nie mogą jej mieć, tracą zmysły, a Ci co ją stracili, popadają w obsesję. A ona potrafi to wykorzystać. Taka właśnie jest moja przyjaciółka.
-Tym razem mówię poważnie. To ten jedyny.
-Doprawdy? Jeden jedyny?
-Oj przymknij się!- rzuciła we mnie jednym z cieni, a ja wybuchłam śmiechem- To ideał. Męski, silny, czuję się przy nim bezpiecznie i w dodatku nie jest głupi. Mogłabym z nim rozmawiać o wszystkim.
-Nawet o Hitlerze?
-A żebyś wiedziała!- także i ona zaczęła się śmiać.
-Czyli dlatego tak bardzo chciałaś, żebym się pojawiła? Poznam przyszłego męża?
-Niestety, chyba tylko swojego- zwinęła usta w dziubek- Zaprosiłam go, ale on odmówił mówiąc, że niezbyt ma ochotę zapuszczać się na plaże rezerwatu.
-A co mu nie pasuje w La Push?- zmrużyłam oczy.
-Oj, nagle się czepiasz. On dopiero tu przyjechał i nawet nie wie co jest po drugiej stronie ulicy, a z kolei La Push to same...lasy.
-Jeśli z niego taki książę, to by mógł polecieć nawet w kosmos by doglądać swej księżniczki, nie uważasz?
-Zabawne.
Temat szybko się urwał i obydwie byłyśmy już gotowe. Mimo że to zwykła impreza na plaży, o ile ja wyglądałam ładnie, o tyle moja przyjaciółka przyciągała zmysłowością. Jęknęłam w duchu. Jednak zanosi się na samotną noc.
~'''~
Zaparkowałyśmy samochód niedaleko głównej leśnej drogi prowadzącej na plażę. Ogółem o tej porze bardzo bałabym się zagłębiać w okolice tego terenu, ale teraz otaczały nas większe grupki imprezowiczów. Niektórych z nich kojarzyłam ze szkoły, a resztę widziałam pierwszy raz na oczy. Ledwie zamknęłam dobrze samochód, aby nikt nie mógł swobodnie do niego wejść, kiedy Caitlyn szarpnęła mnie za ramię i pociągnęła w stronę ogniska. Już z daleka można było dosłyszeć pierwsze dźwięki muzyki, która narastała z każdym krokiem, aż w końcu przeszyła mnie swoją intensywnością. Już wiem czemu akurat tutaj zaplanowano tę schadzkę- nie trzeba było płacić za wynajęcie klubu, a policja nie ma możliwości zauważenia czegoś takiego w tak daleko położonym miejscu. Urocze, na co te spite nastolatki nie wpadną. Mam tylko nadzieję, że ktoś to posprząta.
-Patrz! Mówiłam, że będzie mnóstwo przystojniaków, a ty mi nie wierzyłaś!- krzyczała głośno Cait, abym tylko mogła ją dosłyszeć. Machała przy tym zamaszyście rękoma w powietrzu równo z taktem szybszej piosenki.
-Faktycznie. To jak, twój idealny mąż popłynął na dno?
-Po prostu cieszę się tym, co jest mi dane, jak nakazał Pan Bóg- puściła mi oczko i poszła dalej, prosto w środek tłumu.
W jednej chwili pomyślałam, żeby pójść prosto za nią, ale i tak zaraz bym ją gdzieś zgubiła, a ktoś poprosiłby ją do tańca. Poczucie bycia piątym kołem u wozu jest straszne i postanowiłam sobie nigdy więcej samej nie wpadać w podobne sytuacje. Zamiast tego zaczęłam się rozglądać, aby mój wzrok szybciej przyzwyczaił się do blasku ognia, który był jedynym źródłem światła obok piaskowego parkietu. Zauważyłam z boku stolik z kubkami i napojami, więc podeszłam do niego, aby tylko ruszyć się z miejsca i stanąć gdziekolwiek, byleby nie wyglądać jak ofiara losu. Rozejrzałam się za zwykłą wodą, jednakże musiałam być cholernie głupia aby spodziewać się, że ktoś kupi ją na taką imprezę. Trudno, zadowolę się colą. Podczas nalewania ktoś szturchnął mnie w ramię i trochę gazowanego napoju wylało mi się na piasek. Z jednej strony ucieszyłam się, że nie poplamiłam ciuchów Caitlyn, a z drugiej szybko obejrzałam się w kierunku zakłócenia mojego spokoju. Za mną stał jakiś blondyn, który wygłupiał się z kumplami i przez to prawie na mnie upadł.
-Oh, cześć- uśmiechnął się i uniósł dłoń w geście powitania- znamy się?
-Sądzę, że nie...- przy tym świetle nie byłam pewna, czy kojarzę jego twarz, chociaż trzeba było przyznać, że mógł się nią chwalić. Przystojny, ale to nie Jared.
-Świetna okazja, aby się poznać- Oparł się łokciem o stolik tuż obok mnie. Wzrokiem zrobił coś, co skreślało wszystkich mężczyzn na świecie, czyli przesunął nim od dołu do góry po mojej osobie, lustrując dokładnie każdy centymetr mojego odsłonionego ciała, zapewne ocieniając mnie, jak to oni, w skali dziesiętnej. Kiedy zaczęłam się stresować z tego powodu, bo mnie to bardzo przytłoczyło, wziął dłoń i opuszkiem palca przejechał mi po ramieniu. Moja skóra w jednej chwili zjeżyła się, a ciało automatycznie odskoczyło w bok.
-Czekam na kogoś!- krzyknęłam nie mając odwagi, aby powiedzieć mu prawdę, co o tym wszystkim myślę. Moja przyjaciółka już kiedyś nauczyła mnie, że jeśli zaczynasz stawiać się jakiemuś napalonemu chłopakowi, to on nakręca się jeszcze bardziej, a w ostateczności do różnych rzeczy może dojść. Wizja zajętej dziewczyny działa na nich bardziej odstraszająco. Co ja bym dała, żeby to w dodatku okazało się prawdą...
Ten blondyn już otwierał usta, które kpiącym uśmiechem mówiły mi bez słów ,,Tak, jasne, jakby ktokolwiek chciał tu dla ciebie przyjść'', ale już go nie słuchałam. W oddali zauważyłam osobę, która spowodowała, że wszyscy inni mężczyźni, a raczej chłopcy na tym świecie po prostu znikli, jakby ich nigdy nie było. Młody, ale wyrośnięty indianin sunął w moją stronę wraz z resztą swoich kumpli. Westchnęłam wtedy, jak sobie uświadomiłam, że idzie po prostu do stolika, przy którym stoję, ale mimo to nie traciłam zachwytu nad jego osobą. Jednym ruchem umięśnionej ręki wskazał innym, aby poszli tańczyć, a on dalej szedł w stronę napoi. Kiedy stał bliżej, zobaczyłam całą jego postać bez większych przeszkód. Miał na sobie jeansy do kolan, które odkrywały jego wyrzeźbione nogi. Kiedy unosił wyżej którąś z rąk można było zauważyć jak skrawek jego koszulki na ramiączka odsłania podbrzusze, od którego zaczynał się jego ,,kaloryferek''. Caitlyn śmiałaby się, gdyby usłyszała moje myśli, ale moje mięśnie Kegla zaczęły się kurczyć. O boże, on serio idzie w tym kierunku! Chłopak, który przed chwilą chciał coś jeszcze powiedzieć, teraz tylko milczał i przyglądał mi się z ciekawością. Już mi to wisiało co on sobie pomyśli, liczyło się to, że Jared jest tak blisko.
Brunet znalazł się w końcu tuż obok mnie i zaczął sięgać po kubek. Obróciłam się, aby stać w tym samym kierunku co on, po czym spojrzałam lekko w górę, aby dojrzeć wyrazu jego twarzy. Sięgałam mu wzrostem do samego podbródka, co zrobiło na mnie ogromne wrażenie w stosunku do jego silnej budowy. Był uśmiechnięty. O Boże, uśmiechnięty Jared stal tuż obok mnie! Jeszcze tylko parę centymetrów i nasze ramiona mogłyby się dotykać! Jeśli moja miednica kiedykolwiek stała na swoim miejscu, to właśnie wzięła przykład z mojego serca i skurczyła się do rozmiarów nieokreślonych.
-Cześć!- palnęłam i nim zorientowałam się jaką głupotę popełniłam, przystojniak ledwie odwrócił głowę, aby spojrzeć na moją twarz. Zmarszczył brwi jakby próbował odgadnąć czy kiedykolwiek widział taką postać jak ja. Zaczęłam robić się czerwona i dostałam arytmii serca. Myśl, Kim, do cholery, napraw to! Tak, Caitlyn kazałaby kontynuować i wyjść z tego z twarzą- Fajna impreza, często...
Boże, czemu zawsze mi to robisz! Dajesz nadzieję, a zaraz ją odbierasz z odsetkami! Tak samo jak na lekcji biologii! Bo to w końcu nic dziwnego, że nagle, kiedy po raz pierwszy złapałam minimalny kontakt wzrokowy z obiektem moich marzeń, to z tłumu zawołał go ktoś, kto ma dla niego jakiekolwiek znaczenie. I to nie jest dziwne, że los uwielbia odbierać dary z dodatkami, bo źródłem tego głosu nie był kto inny jak sama tleniona blondynka, którą mam dość okazji, aby widzieć ją w swoim życiu. Charlotte.
-No weź, Jared! Zostaw to i zrób z tym ciałem pożytek!- Nie jestem pewna o czyim ciele mówiła. Po pierwsze ciało Jared chłonęła wzrokiem, a po drugie na swoje wskazała palcami, a jej tyłek poruszał się na boki w takim tempie, że nawet ludzie, którzy stali za nią trochę dalej, się obejrzeli. Cudownie. Wystarczy spojrzeć na mój tyłek, jeśli można założyć, że takowy posiadam.
Jared, mój piękny Jared, nawet nie zwrócił uwagi na to czy dokańczam pytanie. Bez skrupułów odrzucił po prostu kubek i zapominając o tym, co wprawiło mnie wręcz w bolesny zawał, po prostu podbiegł do mojej siostry unosząc ją w ramionach i śmiejąc się przy tym swoim gardłowym głosem. Nawet usłyszenie tego Bóg mi zabrał, ponieważ okropna muzyka mi to zagłuszyła.
-...często na takie chodzisz?- opuściłam ramiona i szeptem dodałam to tylko i wyłącznie do siebie na znak pocieszenia. Jednak najgorsze nastąpiło za chwilę. Usłyszałam obok wzmożony chichot, który przerodził się w histeryczny śmiech.
-Chyba sobie długo poczekasz, skarbie- garstka ludzi obejrzała się w naszą stronę z rosnącym zaciekawieniem, a blondyn dosłownie lał łzy i grając śmierć z powodu natężonego, obierającego wdech z piersi śmiechu, upadł kolanami na piasek- On w ogóle wie, że istniejesz?!- złapał się za brzuch, a drugą ręką zaczął walić o podłoże.
Nie miałam siły. Nie miałam ani grama odwagi, by cokolwiek mu odpowiedzieć, tylko ruszyłam przed siebie ze łzami w oczach. Mijając tańczącą Charlotte krzyknęłam tylko w myślach ,,Po prostu zniknij! Przepadnij!'', gdyż do zrobienia tego naprawdę też zabrakło mi odwagi. Z oddali wyłapałam jedynie widok zabawiającej się z jakimiś surferami Caitlyn. Teraz to ja złapałam moją przyjaciółkę za ramię i wlokłam za sobą. Na początku starała się jakoś zaprotestować, jednak kiedy tylko zobaczyła łzy na mojej twarzy zamilkła.
-Błagam, chodźmy stąd- załkałam niskim głosem i udałam się w stronę lasu, który niósł echo śmiechu tego chłopaka, świadka mojego życiowego upokorzenia.
Zaparkowałyśmy samochód niedaleko głównej leśnej drogi prowadzącej na plażę. Ogółem o tej porze bardzo bałabym się zagłębiać w okolice tego terenu, ale teraz otaczały nas większe grupki imprezowiczów. Niektórych z nich kojarzyłam ze szkoły, a resztę widziałam pierwszy raz na oczy. Ledwie zamknęłam dobrze samochód, aby nikt nie mógł swobodnie do niego wejść, kiedy Caitlyn szarpnęła mnie za ramię i pociągnęła w stronę ogniska. Już z daleka można było dosłyszeć pierwsze dźwięki muzyki, która narastała z każdym krokiem, aż w końcu przeszyła mnie swoją intensywnością. Już wiem czemu akurat tutaj zaplanowano tę schadzkę- nie trzeba było płacić za wynajęcie klubu, a policja nie ma możliwości zauważenia czegoś takiego w tak daleko położonym miejscu. Urocze, na co te spite nastolatki nie wpadną. Mam tylko nadzieję, że ktoś to posprząta.
-Patrz! Mówiłam, że będzie mnóstwo przystojniaków, a ty mi nie wierzyłaś!- krzyczała głośno Cait, abym tylko mogła ją dosłyszeć. Machała przy tym zamaszyście rękoma w powietrzu równo z taktem szybszej piosenki.
-Faktycznie. To jak, twój idealny mąż popłynął na dno?
-Po prostu cieszę się tym, co jest mi dane, jak nakazał Pan Bóg- puściła mi oczko i poszła dalej, prosto w środek tłumu.
W jednej chwili pomyślałam, żeby pójść prosto za nią, ale i tak zaraz bym ją gdzieś zgubiła, a ktoś poprosiłby ją do tańca. Poczucie bycia piątym kołem u wozu jest straszne i postanowiłam sobie nigdy więcej samej nie wpadać w podobne sytuacje. Zamiast tego zaczęłam się rozglądać, aby mój wzrok szybciej przyzwyczaił się do blasku ognia, który był jedynym źródłem światła obok piaskowego parkietu. Zauważyłam z boku stolik z kubkami i napojami, więc podeszłam do niego, aby tylko ruszyć się z miejsca i stanąć gdziekolwiek, byleby nie wyglądać jak ofiara losu. Rozejrzałam się za zwykłą wodą, jednakże musiałam być cholernie głupia aby spodziewać się, że ktoś kupi ją na taką imprezę. Trudno, zadowolę się colą. Podczas nalewania ktoś szturchnął mnie w ramię i trochę gazowanego napoju wylało mi się na piasek. Z jednej strony ucieszyłam się, że nie poplamiłam ciuchów Caitlyn, a z drugiej szybko obejrzałam się w kierunku zakłócenia mojego spokoju. Za mną stał jakiś blondyn, który wygłupiał się z kumplami i przez to prawie na mnie upadł.
-Oh, cześć- uśmiechnął się i uniósł dłoń w geście powitania- znamy się?
-Sądzę, że nie...- przy tym świetle nie byłam pewna, czy kojarzę jego twarz, chociaż trzeba było przyznać, że mógł się nią chwalić. Przystojny, ale to nie Jared.
-Świetna okazja, aby się poznać- Oparł się łokciem o stolik tuż obok mnie. Wzrokiem zrobił coś, co skreślało wszystkich mężczyzn na świecie, czyli przesunął nim od dołu do góry po mojej osobie, lustrując dokładnie każdy centymetr mojego odsłonionego ciała, zapewne ocieniając mnie, jak to oni, w skali dziesiętnej. Kiedy zaczęłam się stresować z tego powodu, bo mnie to bardzo przytłoczyło, wziął dłoń i opuszkiem palca przejechał mi po ramieniu. Moja skóra w jednej chwili zjeżyła się, a ciało automatycznie odskoczyło w bok.
-Czekam na kogoś!- krzyknęłam nie mając odwagi, aby powiedzieć mu prawdę, co o tym wszystkim myślę. Moja przyjaciółka już kiedyś nauczyła mnie, że jeśli zaczynasz stawiać się jakiemuś napalonemu chłopakowi, to on nakręca się jeszcze bardziej, a w ostateczności do różnych rzeczy może dojść. Wizja zajętej dziewczyny działa na nich bardziej odstraszająco. Co ja bym dała, żeby to w dodatku okazało się prawdą...
Ten blondyn już otwierał usta, które kpiącym uśmiechem mówiły mi bez słów ,,Tak, jasne, jakby ktokolwiek chciał tu dla ciebie przyjść'', ale już go nie słuchałam. W oddali zauważyłam osobę, która spowodowała, że wszyscy inni mężczyźni, a raczej chłopcy na tym świecie po prostu znikli, jakby ich nigdy nie było. Młody, ale wyrośnięty indianin sunął w moją stronę wraz z resztą swoich kumpli. Westchnęłam wtedy, jak sobie uświadomiłam, że idzie po prostu do stolika, przy którym stoję, ale mimo to nie traciłam zachwytu nad jego osobą. Jednym ruchem umięśnionej ręki wskazał innym, aby poszli tańczyć, a on dalej szedł w stronę napoi. Kiedy stał bliżej, zobaczyłam całą jego postać bez większych przeszkód. Miał na sobie jeansy do kolan, które odkrywały jego wyrzeźbione nogi. Kiedy unosił wyżej którąś z rąk można było zauważyć jak skrawek jego koszulki na ramiączka odsłania podbrzusze, od którego zaczynał się jego ,,kaloryferek''. Caitlyn śmiałaby się, gdyby usłyszała moje myśli, ale moje mięśnie Kegla zaczęły się kurczyć. O boże, on serio idzie w tym kierunku! Chłopak, który przed chwilą chciał coś jeszcze powiedzieć, teraz tylko milczał i przyglądał mi się z ciekawością. Już mi to wisiało co on sobie pomyśli, liczyło się to, że Jared jest tak blisko.
Brunet znalazł się w końcu tuż obok mnie i zaczął sięgać po kubek. Obróciłam się, aby stać w tym samym kierunku co on, po czym spojrzałam lekko w górę, aby dojrzeć wyrazu jego twarzy. Sięgałam mu wzrostem do samego podbródka, co zrobiło na mnie ogromne wrażenie w stosunku do jego silnej budowy. Był uśmiechnięty. O Boże, uśmiechnięty Jared stal tuż obok mnie! Jeszcze tylko parę centymetrów i nasze ramiona mogłyby się dotykać! Jeśli moja miednica kiedykolwiek stała na swoim miejscu, to właśnie wzięła przykład z mojego serca i skurczyła się do rozmiarów nieokreślonych.
-Cześć!- palnęłam i nim zorientowałam się jaką głupotę popełniłam, przystojniak ledwie odwrócił głowę, aby spojrzeć na moją twarz. Zmarszczył brwi jakby próbował odgadnąć czy kiedykolwiek widział taką postać jak ja. Zaczęłam robić się czerwona i dostałam arytmii serca. Myśl, Kim, do cholery, napraw to! Tak, Caitlyn kazałaby kontynuować i wyjść z tego z twarzą- Fajna impreza, często...
Boże, czemu zawsze mi to robisz! Dajesz nadzieję, a zaraz ją odbierasz z odsetkami! Tak samo jak na lekcji biologii! Bo to w końcu nic dziwnego, że nagle, kiedy po raz pierwszy złapałam minimalny kontakt wzrokowy z obiektem moich marzeń, to z tłumu zawołał go ktoś, kto ma dla niego jakiekolwiek znaczenie. I to nie jest dziwne, że los uwielbia odbierać dary z dodatkami, bo źródłem tego głosu nie był kto inny jak sama tleniona blondynka, którą mam dość okazji, aby widzieć ją w swoim życiu. Charlotte.
-No weź, Jared! Zostaw to i zrób z tym ciałem pożytek!- Nie jestem pewna o czyim ciele mówiła. Po pierwsze ciało Jared chłonęła wzrokiem, a po drugie na swoje wskazała palcami, a jej tyłek poruszał się na boki w takim tempie, że nawet ludzie, którzy stali za nią trochę dalej, się obejrzeli. Cudownie. Wystarczy spojrzeć na mój tyłek, jeśli można założyć, że takowy posiadam.
Jared, mój piękny Jared, nawet nie zwrócił uwagi na to czy dokańczam pytanie. Bez skrupułów odrzucił po prostu kubek i zapominając o tym, co wprawiło mnie wręcz w bolesny zawał, po prostu podbiegł do mojej siostry unosząc ją w ramionach i śmiejąc się przy tym swoim gardłowym głosem. Nawet usłyszenie tego Bóg mi zabrał, ponieważ okropna muzyka mi to zagłuszyła.
-...często na takie chodzisz?- opuściłam ramiona i szeptem dodałam to tylko i wyłącznie do siebie na znak pocieszenia. Jednak najgorsze nastąpiło za chwilę. Usłyszałam obok wzmożony chichot, który przerodził się w histeryczny śmiech.
-Chyba sobie długo poczekasz, skarbie- garstka ludzi obejrzała się w naszą stronę z rosnącym zaciekawieniem, a blondyn dosłownie lał łzy i grając śmierć z powodu natężonego, obierającego wdech z piersi śmiechu, upadł kolanami na piasek- On w ogóle wie, że istniejesz?!- złapał się za brzuch, a drugą ręką zaczął walić o podłoże.
Nie miałam siły. Nie miałam ani grama odwagi, by cokolwiek mu odpowiedzieć, tylko ruszyłam przed siebie ze łzami w oczach. Mijając tańczącą Charlotte krzyknęłam tylko w myślach ,,Po prostu zniknij! Przepadnij!'', gdyż do zrobienia tego naprawdę też zabrakło mi odwagi. Z oddali wyłapałam jedynie widok zabawiającej się z jakimiś surferami Caitlyn. Teraz to ja złapałam moją przyjaciółkę za ramię i wlokłam za sobą. Na początku starała się jakoś zaprotestować, jednak kiedy tylko zobaczyła łzy na mojej twarzy zamilkła.
-Błagam, chodźmy stąd- załkałam niskim głosem i udałam się w stronę lasu, który niósł echo śmiechu tego chłopaka, świadka mojego życiowego upokorzenia.
Super rozdział ,ale też troche smutny 😩 a mogłabyś np napisać cos z perspektywy Jareda? To byłoby fajne xd
OdpowiedzUsuńDziękuję i przeoraszam, że dopiero teraz odpowiadam na ten komentarz, ale do tej pory nie mialam czasu, aby w ogóle wejść na swojego bloga od momentu ostatniej publikacji :< Chcę przy okazji dać info, że dzisiaj raczej nie uda mi się niczego wstawić, gdyż nawet mnie w domu nie ma xd Ale nie bierz tego za przerwę od pisania, po prostu musze skończyć kolejny rozdział, aby był lepszy od poprzedniego :D
UsuńPS pomysł z Jaredem jako narratorem jest dobry i już wcześniej miałam zaplanowany rozdział pisany w tym stylu, jednak pojawi się on później, gdyż w tej chwili Jared jest jedynie głupim nastokatkiem myślącym o wiecznych wakacjach i kumplach, więc pisanie jego osobą byłoby narazie niezbyt przyjemne xd
Dziękuję i pozdrawiam :)
A ile potrwa czekanie na rozdział? Serio dzień w dzień wchodziłam tutaj i sprawdzałam czy jest rozdział 😍 uzależniłam się od twojego bloga(chyba sie powtarzam) wkurzył mnie troche Jared swoim zachowaniem i tym jak potraktował Kim..,a jej siostra działa mi na nerwy 😳 nie ma za co (piszesz po prostu świetnie 😍) również pozdrawiam
UsuńNaprawdę postaram się dodać to w trakcie tego tygodnia, ponieważ mam lekki nawał pracy (szkola-dom) i nawet w szkole zaczęłam nadrabiać zaległości na blogu xd dzięki i spokojnie, nie uwierzysz, ale Charlotte wkurza także i mnie, mam ochotę ją wywalić w kosmos... Ale to jednak jest siostra Kim i musi tu byc :P
UsuńA mogłabyś zdradzić ,kiedy dojdzie do tg wpojenia ? Tak około.. Wiem,że nie powinnaś mówić,ale to jak ją on traktuje jest przykre i siostra to już wgl .. Szkoda mi Kim 😳 ale już niedługo bd szczęśliwa.pamiętaj,że jestem juz tw stałą "czytelniczką" i troche bd się zamęczać 😂. Kocham twoje opowiadanie,świetnie piszesz !
UsuńWybacz, że znowu zabrakło mi czasu, aby odpowiedzieć na Twój komentarz, ale staram się to nadrabiać- i tak oto wstawiłam kolejny rozdział :D
UsuńCo do pytania- nie mogę odpowiedzieć na Twoje pytanie co do wpojenia,ponieważ wtedy zdradzę najciekawszą część fabuły, a nie chcę Ci niszczyć zaskoczenia, dlatego proszę, czekaj cierpliwie :)))
I proszę na koniec- męcz mnie dalej, do narzekania mam daleko :D