5 grudnia 2015

Rozdział III

                Dzisiejszy poranek był jeszcze gorszy od poprzedniego. Od wczoraj deszcz padał nieprzerwanie, a okna i dachy stawiały opór porywistemu wiatru. Nie dość, że pogoda i moja fryzura nie chciały być mi dzisiaj życzliwe, to jest to także poniedziałek i trzeba pójść do szkoły, gdzie muszę stawić czoła sobotniej porażce. Wizja mojego pogrążenia pojawiała się u mnie nie tylko podczas snu, (którego mi brakuje) ale także w trakcie wykonywania zwykłych czynności, takich jak nauka czy oglądanie telewizji.
                Zaraz po opuszczeniu imprezy, na której zresztą byłam zaledwie pół godziny, wraz z Caitlyn uciekłam do jej domu. Ostatnią rzeczą, jaką chciałabym, aby się stała, to pokazanie mojego opłakanego widoku mamie. Nie chcę, żeby wyobrażała sobie nie wiadomo co oraz martwiła się o mnie. Łatwo byłaby w stanie też pomyśleć sobie, że stało się coś jej ukochanej córci podczas imprezy, gdzie banda nastolatków mogła zrobić jej krzywdę. Kto wie, czy nie zakończyło by się wtedy na interwencji policji. Wyjaśniłam tylko, że zanocuję u przyjaciółki i stawię się przed domem nad ranem razem z samochodem mojej mamy. Dzięki Bogu, że jej pracodawcy byli na tyle litościwi, aby nie kazać jej pracować w niedzielę.
                Co do ucieczki- cały sobotni wieczór i niedzielny poranek przesiedziałam u Cait. A raczej przeleżałam z zapłakaną twarzą w jej poduszce. Nie mogłam jednak długo u niej wytrzymać i wróciłam do domu jeszcze przed świtem, aby w końcu pobyć wyłącznie we własnym towarzystwie. To nie tak, że spędzanie czasu z nią mi przeszkadzało, ale sami chyba wiecie, że są momenty w życiu, kiedy samotność zdaje się być dla nas najlepszym lekarstwem na wszelkie troski, a narzekania mojej przyjaciółki na to jak bardzo faceci są beznadziejni i kompletnie nam nie potrzebni w życiu wcale mi nie pomagało tak, jak sobie to wyobrażała. W dodatku Cait nie potrafiła zrozumieć, że moja melancholia nie wzięła się z docinek blondyna ( o którym mogłabym już powiedzieć, że zapomniałam) i upokorzenia z powodu wzroku nieznanych mi ludzi, ale z samej reakcji Jareda. Ona nigdy nie kochała jednego chłopaka dłużej niż kilka tygodni, a ja myślę o Jaredzie nieprzerwanie od ponad 3 lat, gdy tylko znaleźliśmy się w tej samej klasie i w końcu ujrzałam moją drugą połówkę... hm... chociaż tylko tak sobie widocznie myślałam do tej pory.
                Podczas monotonnego siedzenia we własnym pokoju ani razu nie pomyślałam o tym, aby z niego wyjść. Nie chciałam dawać Charlotte satysfakcji z powodu mojego stanu fizyczno-psychicznego. Oczywiście nie jestem pewna czy w ogóle wie do czego doprowadziła swoją obecnością na imprezie i czy wie chociaż, że też tam wtedy byłam, ale do jej szczęścia wystarczy nawet najmniejszy mój powód do smutku. Jakoś nigdy nie mogłam dojść z nią do porozumienia. Moja siostra stała się specyficzna zanim jeszcze rozpoczęła swój okres buntu licealistki oraz zanim na polu naszego mini konfliktu stanął Jared. Od dziecka, mimo że często wbrew jej woli, starałam się do niej zbliżyć i zasmakować chociaż troszkę roli starszej, opiekuńczej siostry, nigdy nie udało mi się z nią chociażby zakolegować. Może dlatego, że ja zawsze stałam po stronie ciężko pracującej dla nas matki, a ona w głębi duszy wolałaby opuścić taką zastygłą dziurę jak La Push i wyjechać wraz z ojcem, który także nie mógł tu wytrzymać? Nie pamiętam dokładnie tego dnia, kiedy powiedział sobie dosyć i raz na zawsze spakował walizki, bo miałam zaledwie 6 lat, ale płacz mamy wyrył się w mojej pamięci tak twardo, że chociażbym chciała, nie mogę zapomnieć tego pojedynczego wspomnienia.
                Minęła dobra godzina zanim dotarłam do szkoły. Specjalnie wybrałam sobie dłuższą drogę, ponieważ chciałam odwlec to, co i tak musi mnie spotkać- mianowicie chodzi o ponowne spotkanie Jareda. Oczywiste jest to, że ani on, ani nikt inny, kto mnie chociażby kojarzy, nie pamięta lub nawet nie wiedział o tym, co wydarzyło się w sobotę wieczorem. Najważniejsze jednak jest dla mnie to, że ja zawsze będę kojarzyła moment, w którym postanowiłam otworzyć swoją skorupę nieśmiałości i wyjrzeć w stronę upragnionej miłości, będącej nowym i niezapomnianym doświadczeniem w mym szarym życiu (wiem, że trochę zbyt poetycko się wyrażam, jednak te słowa idealnie oddają sens mojego dotychczasowego życia), ale gdy tylko wychyliłam się w stronę światła, ktoś od razu dał mi z liścia i kazał schować się jeszcze głębiej niż wcześniej. W dodatku zrozumiałam, że rzeczywistość wcale nie pokrywa się z moimi wyobrażeniami, a oznacza to, że nawet jeśli jakimś cudem Jared zwróciłby na mnie swoją uwagę trochę bardziej, nie oznacza to, że zaraz się we mnie zakocha tak jak ja w nim. Najpierw musiałby mnie polubić, a ja musiałabym być piękniejsza od reszty dziewcząt, w tym mojej siostry, co już jest niemożliwe i stanowi poważny powód, przez który powinnam już dawno sobie odpuścić to wszystko.
                Przez sobotnie ognisko zdałam sobie sprawę, że przepaść między moim a Jareda światem jest zbyt wielka, abym mogła ją samodzielnie pokonać. Nawet jeśli zbuduję nad nią most, wraz ze mną stanie na nim każda inna przeszkoda na mojej drodze do miłości. Aktualnie mogłabym stwierdzić, że tą przeszkodą jest moja siostra, ale dobiłabym się tym podwójnie, gdyż nawet nie powstawał w mojej głowie żaden plan budowy jakiegokolwiek mostu. Myśleniem o nim tylko nakręcam swoją tęsknotę za nim. Poza tym to też sposób idealizowania go przeze mnie, a on jest jedynie zwykłym chłopakiem takim jak wszyscy inni. Dlatego właśnie nie jestem już tak zła na niego przez to, że spodobała mu się dziewczyna, nie oszukujmy się, atrakcyjniejsza ode mnie. To naturalny proces dokonywania wyboru w naszym życiu- staramy się zyskać to, co wydaje nam się być przyjemniejsze od reszty.
                Właśnie do takich wniosków doszłam, kiedy zostałam zignorowana przez ukochanego na rzecz innej rozrywki. To, co sobie wmówiłam, jest tylko idealnym wyobrażeniem spotkania się dwójki młodych ludzi rodem z komedii romantycznej. Jest mi nawet trochę wstyd za to, że gdzieś po drodze zgubiłam swój racjonalizm.
                Postanowione: Od dzisiaj przestaję marzyć i wciągać się bardziej w ten głęboki i niebezpieczny dla mnie muł zainteresowania jego osobą. Zaakceptuję to, co trudne do zaakceptowania. Taka Kim powinna już dawno powrócić. Gdzieś na świecie jest mężczyzna, który jest mi przypisany. Będzie kochał mnie od początku do samego końca, patrząc tylko i wyłącznie na mnie.
                Nie warto walczyć z wiatrakami.
                Wiem, że będzie to niezwykle trudne, ale początki zawsze są takie. Później się przyzwyczaję, aż wreszcie zrozumiem, że te zauroczenie nie sprzyja mojej naturze i wpływa negatywnie na moje odczucia i kontakty z innymi. Na koniec wreszcie spotkam tego jedynego i nawet mój słodki, przystojny i odważny Jared (mówiłam, że będzie ciężko) nie będzie się z nim równał. Bo taka właśnie jest prawdziwa miłość. Jedyna w swoim rodzaju i co najważniejsze... odwzajemniona.
                                                               ~'''~
                ,,Drogi Pamiętniku,
pewnie masz mnie dosyć po całym weekendzie pisania po Tobie, ale zdarzyło się coś dziwnego. Pamiętasz moje postanowienie, odnośnie odkochania się w Jaredzie? Chodzi o to, że bardzo bałam się, że gdy tylko go ujrzę, to wszystko mi się odwidzi i dawne myśli wrócą ze zdwojoną siłą, przez co jeszcze szybciej stracę dla niego głowę, ale... Jego cały dzień nie było w szkole. No dobra, wiem, że byłam głupia i nieostrożna szukając go wszędzie wzrokiem, ale naprawdę byłam zdziwiona, jak pusto i cicho jest w tej szkole bez mojego Jareda, który zwykle już z daleka budził w moim sercu alarm.
                Mam na myśli to, że Jared nigdy nie opuszczał szkoły, nawet po weekendzie pełnym imprez, chyba, że wybierał się gdzieś z kolegami, ale oni wszyscy niestety się pojawili. Poza tym wyglądali na równie zaniepokojonych co ja. Oczywiście Jared nigdy nawet nie próbował być przykładnym uczniem, gdyż tak jak każdy normalny nie znosił nauki (nigdy nie widziałam go z książką w ręku), ale szkołę traktował jako miejsce na dobrą zabawę w gronie wszystkich znajomych...
                Dobra! Nieważne! Ten rozdział i tak już skończony!
                Idę się położyć. Moje myśli wpadły w monotonię i też chcą trochę od niego odpocząć. Dobranoc.
                PS Tak na marginesie, nie zgrywając zakochanej panienki i pisząc to w czysto koleżeńskich intencjach- Mam nadzieję, że nic mu się nie stało i wszystko z nim OK.''
                                                              ~'''~
                Brunatny niczym kora drzewa wilk biegł przez polanę wzdłuż linii drzew, unosząc wielkie wargi, czym chciał ukazać całej przyrodzie dookoła swoje potężne zębiska o odcieniu kości słoniowej. Rzucając swym włochatym cielskiem coraz dalej za pomocą umięśnionych kończyn parł przed siebie jako wolny ssak. Chciał gryźć i odpoczywać jednocześnie, aby móc zakosztować jak najwięcej uciech naraz i nie żałować, że nie spróbował wszystkiego. Nie wiedział w jakim stanie się znajduje, a kiedy wyczuwał z dalekiej otchłani lasu zapachy, które kojarzyły mu się z ciepłem i troską, niczego nie rozumiejąc biegł dalej, tyle że w przeciwną stronę. Nie chciał wracać, chociaż nie zdawał sobie sprawy nawet co wywołuje w jego umyśle obrazy, które ukazywały się nie chronologicznie niczym wspomnienia nieuporządkowanych spraw. Żywił się wszystkim co napotkał, rzucał się na wszystko co ruchome i zaznaczał teren, który nie należał do niego. Wiatr smagał go w uszy, a on głuchy na nawoływania innych wilków uciekał się do zwierzęcego ,,JA''. Nie wiedział bowiem, że zanim zbudził się jak ze snu w formie czterokończynowego potwora, liczącego sobie ponad półtora metra wysokości, nosił ludzkie imię i wiedział czym są ludzkie przejawy uczuć. Teraz kierowały nim jedynie pragnienia. Pragnienie wody, głodu, chłodu, szybkości, siły, przebiegłości, ofiar i wolności, a tej ostatniej przede wszystkim, mimo że w formie tej nie zaznał jeszcze troski zniewolenia. Nie mógł ich przecież znać, skoro nawet nie wiedział, czym jest- bądź inaczej- czym dopiero co się stał.

                                                      ~'''~        

                Wiem, że ten rozdział był krótszy niż inne oraz nie zawierał żadnych porządnych wątków pełnych jakichkolwiek akcji, ale nie byłam w stanie napisać cokolwiek lepszego, dlatego mam nadzieję, że na razie zadowolicie się tym co dzisiaj wpisałam. Wiem, że dużo ode mnie oczekujecie, co mnie bardzo cieszy i daje porządnego kopa do pracy, ale nie jestem w stanie w ostatnim czasie na więcej niż to, gdyż gonią mnie inne obowiązki, którym muszę sprostać. Chcę podziękować wszystkim, którzy to czytają, ponieważ jesteście dla mnie bardzo ważni, ale muszę Wam powiedzieć, że następny rozdział nie przewiduję wstawić szybciej niż w przeciągu 2 tygodni co najmniej. Jeśli mam zrobić to porządnie- potrzebuję czasu, dlatego proszę, bądźcie cierpliwi.
                Dziękuję i pozdrawiam Was serdecznie :)
PS Końcówka rozdziału została napisana jako dodatek dla jedynej jak na razie komentatorki tego opowiadania. Mam nadzieję, że chociaż trochę Ci się spodoba :D

1 komentarz:

  1. Jeju 😍 awww ! CUDOWNE NO PO PROSTU CUDOWNE ! KOCHAM TO OPOWIADANIE 😍 nie mogę się doczekać ,aż spojrzy na Kim 💙 postaram się wytrwać kolejne 2 tygodnie,..nie jestem cierpliwa ale postaram się. I poczekam na dłuższy rozdział

    OdpowiedzUsuń